Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Haft. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Spodenki, czapeczka, woreczek i spowiedź.

Witajcie, witajcie.

Postanowiłam dzisiaj trochę poleniuchować w domku, no może troszkę poogarniać, bo przez te ciepłe dni w ogóle jakoś nie miałam ochoty na wiosenne porządki, tylko codziennie korzystałam z dobrodziejstw pogody i spacerowałam z Ewcią tyle, ile się dało.  
Mniej więcej wyglądało to tak: wybywałam z domu koło 11, wracałam około 14, szybko gotowałam obiad, mąż wracał z pracy, jadł i znowu heja na spacer popołudniowy i tak przez ostatnie co najmniej dwa tygodnie, nie trudno się domyślić, że czasu na wiosenne porządki to ja już nie miałam. 
Ale za to w tym tygodniu postanowiłam wszystko nadrobić, tak więc proszę Was trzymajcie kciuki:-)

No ale na szycie zawsze go trochę wygospodarowałam, głównie późnym wieczorem.
Powstał komplecik na lato dla mojej Ewy.
Spodenki 3/4 oraz czapeczka. 

Wykrój spodenek pochodzi z Burdy 03/2011, a na czapeczkę namiary dawałam wcześniej.

To była moja pierwsza przygoda z szyciem ubrań. Nie bez powodu wybrałam na początek małe ubranko dla mojej Ewci, ale może w przyszłości się skuszę aby uszyć coś dla siebie.
Muszę przyznać, że podczas szycia tych spodenek musiałam intensywnie dedukować, co z czym i w jakiej kolejności pozszywać. To niestety nie to samo, co szycie ubranek dla małych lalek i misiów, no ale ostatecznie dałam radę i obeszło się bez pomyłek:-)

W końcu udało mi się coś wyhaftować, bo ostatnio jakoś nie miałam okazji, ale w piątek odbył się ślub moich przyjaciół i to była idealna okazja aby coś wyhaftować. 
Pomyślałam sobie, że uszyję dla nich oryginalny, spersonalizowany woreczek na pieniążki, tak aby mieli pamiątkę z Tego dnia.
Woreczek uszyłam z podszewką, tak aby był wytrzymały, bo przyznam, że był pełny po brzegi. 
Kanwę, którą do niego wybrałam, przeklinałam podczas haftowania, bo była taka drobna, ze moje oczy z wadą -3,25 już nie wyrabiały, no ale uparta jestem, więc haft dokończyłam, a efekt końcowy, wart był poświęceń. W końcu czego nie robi się dla przyjaciół.
Zobaczcie same.

No a teraz pochwalę się zakupem z pchliego targu.
Kupiłam mojej Ewci taką miarę z miejscem na jej zdjęcia. Docelowo zawiśnie w jej pokoju i puste miejsca już niedługo zostaną zapełnione. Na razie udało mi się tylko ją wymyć i nakleić na górze baletnicę, ponieważ brak było jednego motywu i było takie puste obdrapane miejsce, postanowiłam wykorzystać moje nowe naklejki. Naklejki baletnic pochodzą od Madzi z LaProvence.


No a teraz nadszedł czas na obiecaną spowiedź. Do blogowej zabawy zaprosiła mnie Ania .
Postaram się dać radę i zdradzić wam siedem moich sekretów, choć przyznam, ze ciężko mi jest coś konkretnego wymyślić. A więc do dzieła:

Jak już część z Was wie, jestem osobą, która nie potrafi się poddać, taki ze mnie uparciuch, że jak już się czegoś podejmę, to nie odpuszczam dopóki nie osiągnę założonego celu.

Natura uparciucha dotyczy tylko sfery twórczej i naukowej, w relacjach międzyludzkich jestem natomiast bardzo uległa i zawsze liczę się ze zdaniem i opinią innych, a co za tym idzie, często za bardzo przejmuję się pewnymi rzeczami, które de facto powinny po mnie spłynąć, ale niestety nie spływają;-)

Moim wielkim marzeniem jest posiadanie małego domku, co do niego mam ściśle sprecyzowane wymagania. 3 oddzielne sypialnie na piętrze. Jedna moja z łazienką, dwie dziecięce połączone wspólną łazienką, a na parterze salon, kuchnia z jadalnią oraz sypialnia dla przybywających gości, kolejna łazienka z prysznicem oraz koniecznie dwa połączone z domem garaże. Tak, tak ten dom obmyśliłam już dawno, jeszcze wówczas, kiedy nie mieszkałam w moim mieszkanku, jak przebywałam za granicą i sprzątałam przeróżne domy w USA, to wówczas obraz mojego wymarzonego domu na stałe wyrył mi się w pamięci.

Nieubłaganie zbliża się mój czas powrotu do życia zawodowego. Muszę już powoli się szykować i aktualnie dużo czasu spędzam na poszukiwaniu nowej pracy. Niestety należę do tych kobiet, które muszą pracować, tak to w tych czasach bywa, ale z drugiej strony bardzo lubię pracować zawodowo i móc czuć się docenianą nie tylko jako żona i matka, ale również jako dobry pracownik. 

Uwielbiam polskie morze i dla mnie inne zagraniczne kurorty mogłyby nie istnieć. Kocham Bałtyk, tą naszą piaszczystą plażę i smażoną rybkę.

Jestem wielką fanką antyków oraz starych zegarów (czyli również antyków). Wcześniej taka nie byłam, to mój mąż i teść zarazili mnie tym i mamy na tym punkcie fioła. Mój teść śmieje się ze mnie, że synowa się do niego upodobniła:-)

No i ostatnia rzecz to fakt, że w liceum nie byłam mocna z matematyki, przynajmniej tak uważał mój nauczyciel, który próbował mi to przez cztery lata udowodnić i nawet na dwa miesiące przed maturą potrafił do mnie powiedzieć: "geografia czeka". Co prawda maturę zdałam tylko na 3, chociaż na ustnej rozwiązałam wszystkie zadania poprawnie, ale takie były czasy, gdy w komisji zasiadali nauczyciele tylko z mojej szkoły a mój nauczyciel matematyki był dyrektorem tejże szkoły. Ale na studiach poczułam, że matematyka to mój konik, byłam dobra, same piątki, zero problemów, a nawet na magistrze z ekonometrii to 6 miałam. Tak więc teraz wiem, że to nie ja, a mój nauczyciel z liceum się mylił. Teraz wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych i zawsze trzeba dążyć do celu.


Ale się rozpisałam i jak chaotycznie, zrozumiem jeżeli mało która z Was dobrnęła do końca:-)

Pozdrawiam Cieplutko.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Różności...

Witajcie w Nowym Roku.
Były święta, sylwester, nowy rok, chrzciny Ewy, a dziś zaczął się już całkowicie normalny dzień nowego roku więc można zacząć działać twórczo!!!
Planów na ten rok mam co niemiara, wiele marzeń, w miarę realnych do spełnienia, tylko będzie mi potrzebna odwaga i bardzo dużo samozaparcia. 

Dziś pokaże wam prace które powstały jeszcze w tamtym roku, w okresie przedświątecznym.

Zacznę od mojej drugiej próby decu. Oj działo się działo podczas tej pracy wiele dziwnych rzeczy.....
Zrobiłam szkatułkę na biżuterię mojej mamy oraz moją wymarzoną herbaciarkę, która już gości w mojej kuchni i cieszy moje oko. W końcu mam  herbatę w zasięgu ręki:-)
A było z nimi tak.... Serwetkę na szkatułkę nakleiłam bez problemu, w miarę równo i gładko, więc mogłam ją lakierować. Ale z herbaciarką to było pod górkę. Nakleiłam pierwszą serwetkę, nie byłam zadowolona z efektu, ale postanowiłam pozostawić ją do rana i polakierować, a potem się zobaczy - pomyślałam. I tu był mój błąd!!! Po pierwszym lakierowaniu efekt był zły, więc stwierdziłam, że nierówności w serwetce pokryje druga warstwa....no i skończyło się na tym, że ścierałam całą górę do farby i musiałam jeszcze raz malować na biało. Gdy farba już wyschła nakleiłam drugą serwetkę, potem ją zerwałam, trzecią, czwartą, piątą i znów zerwałam i dopiero za szóstym razem wyszła idealnie!!! Jakaż była moja radość, że się udało. Lakierowanie poszło już gładko, kilkanaście warstw co kilka godzin i jest!!!!

Moja herbaciarka


 A tutaj szkatułka mamy

Wzięłam również udział w szufladowej wymiance serduszkowej.
Moją parą była Edi z czego się bardzo cieszę, bo mogłam zostać posiadaczką tych przepięknych przedmiotów:-)
Dostałam od niej cudne pudełeczko - szkatułkę w kształcie serca oraz dwustronną zawieszkę.
Kochana dziękuję Tobie!



A ja przygotowałam dla Edi materiałowe serduszka

Powstał jeszcze ten spersonalizowany woreczek, który już jest we właściwych rękach:-)

Kochane życzę Wam udanego tygodnia oraz wiele inspiracji i motywacji do działania:-)
Buziaki.

środa, 15 grudnia 2010

No to poszalałam świątecznie!!!

Witam Was już w typowo świątecznym nastroju. Chyba już nie ma spośród obserwowanych przeze mnie blogów takiego, na którym nie zapanowałby ten właśnie klimat:-)
Ja troszeczkę zwariowałam w tym roku na punkcie ozdób świątecznych...ale na wytłumaczenie mam fakt, że to pierwszy rok, w którym przygotowuję je sama. 
Mijający już rok 2010 jest dla mnie wyjątkowy i na pewno pozostanie w mojej pamięci na zawsze. 
To właśnie w tym roku zaszłam w ciążę, podczas niej, z braku kreatywnych zajęć zaczęłam swoją przygodę z szyciem, następnie weszłam w naszą blogową społeczność, poznałam Was, no i co najważniejsze, zostałam mamą.
Tak więc w sylwestra będę żegnać ten rok z łezką szczęścia w oku.

Ostatnie dni spędziłam bardzo intensywnie. Przyznam, że wczoraj wieczorem, kończąc poduszkę czułam już tak wielkie zmęczenie, że ho ho, ale obiecałam sobie, że skończę ozdoby, a ja jak już sobie coś postanowię to zawsze dążę do celu, taki to już ze mnie bardzo zmobilizowany człek.
Tak więc wczoraj zakończyłam serię pod tytułem "Ozdoby Świąteczne", oczywiście te szyciowe:-)
Teraz już tylko strojenie domu, no i dzisiaj biorę się za pieczenie pierniczków.
Na tę okazję przyjedzie do mnie moja mama, tak abym mogła spokojnie poszaleć w kuchni, bez obawy, że mój skrzat nieoczekiwanie zacznie płakać i trzeba będzie lecieć do niej w te pędy!!!

A oto moja świąteczna poduszka, która zakończyła serię ozdób świątecznych:


Oczywiście renifer jest wyhaftowany:-)

Kolejne haftowane serduszka i zawieszka. 



Całe stado ptaszynek. Tym razem już tak obliczone, aby zostały i u mnie na święta:-)


Pierniczki, na razie te materiałowe, ale już niedługo będą i te prawdziwe


No i słodkie koniki oraz moje świąteczne skrzydełka


A i jeszcze zapomniałabym o serduszkach


Oczywiście część z tych ozdób powędruje jeszcze do przyjaciół i rodzinki, tak aby i oni mogli się cieszyć z ręcznie robionych ozdób świątecznych.

Dostałam jeszcze bardzo miłą przesyłkę (a w zasadzie nie ja, ale moja Ewcia) od Kasi. Prześliczny, wydziergany przez nią sweterek. Same oceńcie, czyż nie jest słodki??? 
Dziękujemy Tobie Kasiu z całego serducha :-)



Mam nadzieję, że ilość zdjęć Was nie przytłoczyła, ale jakoś chciałam zakończyć serię postów z ozdobami. 
Teraz już będzie troszkę mniej świątecznie, mam wielki plan dokończyć do świąt moją herbaciarkę i szkatułkę na biżuterię dla mojej mamy, więc od jutra zabieram się za to.

Pozdrawiam Was cieplutko i życzę miłych świątecznych przygotowań.

wtorek, 30 listopada 2010

Wymarzona Kratka i związane z nią inspiracje.

Ależ nasypało nam śniegu przez ostatnie dwa dni!!! 
Musiałam zapomnieć o codziennym spacerze z Ewą, więc wyładowałam energię w inny, zapewne  znany większości z Was sposób, a mianowicie zasiadłam do maszyny.

Całość prezentowanych dzisiaj ozdób powstawała sukcesywnie w ciągu ostatniego tygodnia, a skarpetę uszyłam wczoraj jeszcze przed północą, tak mnie jakoś energia rozpierała.

W moim domu, podobnie jak i u niektórych z Was, w te święta będzie królowała czerwono - biała kratka.
Motyw kratki marzył mi się już od dłuższego czasu. 
Intensywnie poszukiwałam takiej drobniutkiej, niestety dwa tygodnie poszukiwań skończyły się fiaskiem. Dobrze, że jakiś czas temu dostałam od mojej bratowej kawałek tej, którą dzisiaj prezentuję. Owy kawałek nie miał więcej jak 50 x 50 cm i bardzo było mi smutno, ponieważ chciałam, aby moje tegoroczne ozdoby były jakoś ze sobą powiązane, a tutaj na pewno mi braknie...ale zadzwoniłam do mojej bratówki i okazało się, że ma jeszcze końcówkę tego materiału i może mi ją odstąpić. Jakaż była moja radość na tą optymistyczną wiadomość. I tak oto mogę pochwalić się serią kratkowych ozdób świątecznych.

Nie muszę chyba pisać kogo zawieszki i serduszka były dla mnie inspiracją, na pewno same poznacie....taaaaaak to nasza Atena.
Droga Anetko dziękuję za świąteczne inspiracje.

A więc zapraszam do oglądnięcia.

Serduszka:


Tył serduszek:

Zawieszki:


Skarpeta na świąteczne słodycze:

No i tutaj jeszcze mały konik, pierwszy...ale nie ostatni:

Pragnę podziękować również Marcie, Agacie oraz Ani za wszystkie śliczne wzorki, którymi zechciały się ze mną podzielić. Na pewno jeszcze powstaną kolejne świąteczne wytwory.

Cieszę się również, że mój pierwszy kurs spodobał się i z tego co wiem, dzięki niemu powstała już pierwsza praca.

A i zapomniałabym dodać, że zgłaszam moje aniołkowe zawieszki do szufladowego wyzwania.

Kochane  pozdrawiam Was gorąco.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Moje Biscornu Pagoda

Udało mi się ukończyć moją pracę na czas, a nawet kilka dni przed upływem terminu. 
Moje biscornu pagoda wykonałam na potrzeby  zabawy - konkursu u Agi z Kapryśnych Inspiracji.
Zapraszam Was wszystkie do niej na bloga gdzie do dnia 10 listopada możecie oddawać głosy na według was najładniejszą pracę.
Ja jeszcze nie głosowałam ale zaraz wędruję to uczynić!!!

A oto moja PAGODA





Życzę wszystkim miłego popołudnia i troszeczkę słońca.
U mnie niestety dzisiaj pada :-(



wtorek, 2 listopada 2010

Pierwsza próba decu...

Pisałam ostatnio, że próbuję swoich sił w decu, 
a dziś mogę się wam pochwalić pierwszym ozdobionym przedmiotem.
Przy jego ozdabianiu korzystałam z kursiku Agi z Kapryśnych Inspiracji.
Jest to ciekawy świecznik, kupiony jakiś czas temu na pchlim targu za jakieś grosze, jednakże urzekł mnie swoją formą i po przeróbce nadaje się do postawienia w widocznym miejscu.
Może efekt nie jest oszołamiający ale na pewno nie jest to ostatni przedmiot ozdobiony tą metodą...bo ja się tak łatwo nie poddaję i będę ćwiczyć dalej...a właśnie dzisiaj dotarła do mnie paczka z przedmiotami do ozdobienia, tak więc jak tylko wygospodaruję trochę wolnego czasu to się za nie wezmę :-)
Na pierwszy rzut pójdzie herbaciarka, bo marzy mi się ona już od jakiegoś czasu, a że idzie zima to zapasy przeróżnych herbat zaczynają się zbierać w mojej kuchni i najwyższy czas stworzyć dla nich "godny domek"...ha ha ha...

Oto mój świecznik. I jak podoba wam się?, czy może powinnam dać sobie spokój???




Udało mi się też dzisiaj uszyć kolejny woreczek na moje krawieckie przydasie. 
Haft ukończyłam już jakiś czas temu, ale z braku czasu musiał poczekać na swoją odsłonę. 
Woreczek uszyłam oczywiście z lnu w pięknym niebieskim kolorze imitującym dżins.




Życzę Wam miłego popołudnia i bardzo dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze, bo to one mnie nakręcają do działania :-)
Buziaki kochane!!!




czwartek, 28 października 2010

Moje lniane - haftowane poduszki oraz miła niespodzianka.

Pogoda w tym tygodniu dopisuje. Słoneczko świeciło wczoraj i dziś więc spacer był obowiązkowy...mogłam podziwiać sobie złotą polską jesień i upajać się świeżym, rześkim powietrzem.

Chciałam wam dzisiaj pokazać moje kolejne dwie poduszki z serii len z haftem. Miesiąc temu prezentowałam pierwsze dwie sztuki, jednakże tamte przeznaczone były na prezent urodzinowy. Bardzo szybko zapragnęłam mieć takie same dla siebie. Jedna jest dosłownie taka sama jak ta z przed miesiąca, a druga ma inny motyw korony. Nie żebym je uszyła w tym tygodniu, powstały one już jakiś czas temu, tylko nie miałam weny aby zrobić im zdjęcia, a potem nie było pogody a dziś słońce dopisało, więc mogłam to uczynić.

Poduszki te robią furorę wśród moich znajomych więc na pewno kiedyś jeszcze będę do nich wracać:-)



Wczoraj dostałam bardzo miłą przesyłkę od Basi. 
Basia podarowała mi prześliczne kolczyki, podobne można było niedawno wygrać u niej w Candy, chociaż wówczas nie udało mi się to dziś i tak jestem posiadaczką pięknych kolczyków z fioletową różyczką:-). Oprócz kolczyków w przesyłce znajdowały się rzymskie prezenty w postaci pięknych karteczek z motywem aniołków, które bardzo, ale to bardzo są w moim guście oraz małego kalendarzyka. W ten sposób  chociaż nigdy nie byłam w Rzymie, to mam małą pamiątkę z tego pięknego miasta. 
Jeszcze raz dziękuję z całego serducha:-)



Aktualnie pracuję nad moim pierwszym decu...ciekawe czy będę się wam mogła nim pochwalić??? Wszystko zależy od uzyskanego efektu końcowego. 
Troszkę brakuje mi wolnego czasu, a w głowie pomysłów mam co nie miara. 
Wypadałoby już zacząć przygotowywać jakieś świąteczne dekoracje i upominki dla rodzinki, bo jak tak dalej ten czas będzie szybko uciekał to obudzę się 23 grudnia bez żadnych świątecznych ozdób ;-)

Pozdrawiam Was cieplutko i bardzo dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze.

piątek, 22 października 2010

Gdy Ewcia śpi...

Witajcie Kochane.
Ciemno już na dworze, siedzę sobie w domku sama z Ewą, która grzecznie śpi, więc postanowiłam szybciutko coś napisać.

Moje dni teraz wypełnione są po brzegi. Wstaję rano, w ciągu dnia gdy mała grzecznie śpi, wypełniam swoje domowe obowiązki, potem spacer, a w chwili luzu, staram się zrobić coś tylko dla siebie, tak abym miała 100% poczucie spełnienia :-)

I tak, w tych skrawkach wolnego czasu, powstały  koszyczki, w których już znalazły swoje miejsce małe przedmioty oraz kolejny woreczek, który już powędrował do swojej nowej właścicielki.





Dzisiaj w każdej wolnej chwili haftuję biscornu na konkurs u Agi, w którym bardzo chciałam wziąść udział, ponieważ zrobienie biscornu już dawno chodziło mi po głowie, tylko motywacji było brak, a dzięki Agnieszce się zmobilizowałam. Wszystko wskazuje na to, że zdążę na czas. 

Pozdrawiam was gorąco.
Życzę miłego wieczorka
oraz
udanego weekendu!!!




czwartek, 7 października 2010

---- EWA ----

Jesteśmy już razem!!!
04.10.2010 o godzinie 15:35 przywitała nas Ewa. Całe 48 centymetrów i 2760 gramów.
Taka  moja mała księżniczka.


A tutaj pokazuję prezentowany już wcześniej haft w obiecanej ramce shabby chic. 
Wisi sobie nad łóżeczkiem "małej księżniczki".


Dzisiaj również otrzymałam prezent od Różanego Anioła. Dwie śliczne zawieszki, które już znalazły miejsce w moim domu. Jedna powędrowała do mojej sypialni, a druga będzie strzegła mojej 
"małej księżniczki". 
Bardzo Tobie dziękuję  Dominiko :-)


Pozdrawiam Was wszystkie:-)

sobota, 2 października 2010

XXX z nutką lawendy.

Dzisiaj u mnie za oknem słonecznie, choć zaledwie 6 stopni, ale mimo to słońce dobrze wpływa na poranne samopoczucie.
Zjadłam sobie śniadanko, wypiłam herbatkę earl grey, bo jakoś mnie na nią ostatnio wzięło, że dziś zamiast kawy z cykorią (bo taką ostatnio popijam) wybrałam właśnie ją, i cieszyłam się jej intensywnym aromatem.

Wyszukałam ostatnio w sieci bardzo fajny wzór haftu i stwierdziłam, że bardzo ładnie wyglądał by na drobniuteńkiej kanwie, a z racji tego, że jeszcze na takiej nie haftowałam postanowiłam spróbować. 
Haft wyszedł naprawdę mały bo ma zaledwie 5 cm długości. Jak go ukończyłam to miałam dylemat co z nim zrobić. Pomyślałam, że ślicznie wyglądał by na ozdobnym serduszku. Dostałam ostatnio takie bardzo ładne od Ateny, więc wiedziałam mniej więcej jak będzie się prezentować. 
Jednakże zapragnęłam również aby pachniało lawendą, tyle, że szkoda mi było zszywać je na stałe, bo lubię jej intensywny zapach, więc w przyszłości na pewno wymienię susz. W tym celu zrobiłam je w wersji otwieranej, tak abym za rok mogła wymienić lawendowy wkład na nowy:-)






Poczyniłam jeszcze kolejny lniany woreczek z haftem od Penelopis. 
Powiem wam, że nie sądziłam iż te woreczki tak wielu osobom będą się podobać. W głowie mam już obraz kolejnych, ponieważ wiem, ze jeszcze jakieś stworzę.



Mój kącik pracy jest już gotowy. Nawet przyznam się, że już wczoraj szyłam w nim prezentowane wyżej serducho. Dzisiaj go obfotografuję i już naprawdę niedługo zaprezentuję:-)

Życzę Wam kochane słonecznego weekendu!!!

sobota, 25 września 2010

Kawa z mlekiem :-)

Pogoda nas w tym tygodniu rozpieszczała,słoneczko wprawiało mnie w mega dobry humor, tak, że człowiek mógł jeszcze sobie podładować swoje akumulatorki, przed nadchodzącymi - podobno od poniedziałku - prawdziwymi jesiennymi dniami.
Ja bardzo dużo czasu w tym tygodniu spędziłam przy maszynie, między innymi z racji tego, że dziś jadę na 30 urodziny do mojej ukochanej kuzynki. Swoją drogą to zastanawiałam się w tym tygodniu czy aby na pewno uda mi się tam dotrzeć, bo planowo w przyszły weekend mam zostać mamą, więc już teraz to nigdy nie wiadomo kiedy może to nastąpić:-) Ale widać będę mogła  jeszcze dzisiaj "zaszaleć".

Wiedziałam, że prezent zrobię przynajmniej częściowo sama, trochę się nagłowiłam zanim wymyśliłam, co stworzę, ponieważ moja kuzynka ma ściśle określoną gamę ulubionych kolorów, które ograniczają się do wszystkich odcieni brązu i beżu. 
Postanowiłam więc uszyć jej ozdobne poduszki. Zakupiłam czekoladowy len, aktualnie w domu posiadałam na stanie len w kolorze kawy z mlekiem, a aplikację wyhaftowałam. Wzorki oczywiście zaczerpnięte od dobrych duszyczek jak to zwykł pisać Różany Anioł. Jeden pochodzi od Penelopis, a drugi dostałam od  Ateny, która otrzymała go od  Maji. 
Efekt końcowy tak mi się spodobał, że  przez chwilkę pomyślałam, iż nie oddam stworzonych poduszek. Ale szybko tę myśl z głowy wyrzuciłam i już jestem w trakcie kończenia dwóch kolejnych, tym razem dla siebie.
Doszyłam jeszcze pojemnik - koszyczek na drobiazgi w tych samych kolorach. 

To oczywiście jest tylko połowa prezentu, drugą część zakupiłam w sklepie, ale prezentuję tylko to, co sama stworzyłam.






Zrobiłam jeszcze zawieszkę według kursu Ateny, co prawda bez dziurki, ale jak się nie ma nitownicy to trzeba sobie radzić.


I zapakowany prezent wygląda tak, i pięknie pachnie lawendą :-)



Pozdrawiam Was słonecznie, bo dziś jeszcze piękna pogoda (za oknem termometr wskazuje 22 stopnie).
Miłego weekendu życzę.